„Wszystko, czego pragnę w te święta” - Anna Langner. [PRZEDPREMIEROWO]

Drogi Czytelniku...

Boże Narodzenie? Tak.
Mafia? Będzie.
Problemy? Uhum...
Samotność? Niestety.
Emocje? Cały kalejdoskop.

Sprytne zagrywki? Cóż...
Między innymi właśnie to znajdziemy w książce Anny Langner pod tytułem „Wszystko, czego pragnę w te święta”. 
Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, jak zawsze odsyłam do lektury.

Wspaniale było przenieść się do świata Ewy, jej brata Adama, ich rodziców Julii i Waldka, Bruna, Karoliny, Anki, Dominika i innych.

Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.

Po pierwsze, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, bardzo zróżnicowani i interesujący. Ewę i Bruna polubiłam od razu. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o innych. Zwłaszcza zaskoczyła mnie jedna osoba, jednak nie dowiecie się która.
Nie napiszę już nic więcej, nie chcę zdradzić za wiele. 


Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Akcja rozkręca się dość szybko, nie zwalnia ani na chwilkę, cały czas coś się dzieje. Autorka serwuje nam emocje sporymi porcjami. Nie brakuje tu zaskakujących zwrotów akcji, wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony.

Po trzecie, emocje. Gwarantuję Wam, że ich tu nie zabraknie, oj nie zabraknie, od smutku i gniewu do szczęścia i śmiechu. Leci za to plus dla książki.

Po czwarte, ważne tematy. Są tu poruszane, nie zdradzę jednak o co dokładnie chodzi, chcę by każdy podczas czytania książki sam to odkrył. Oczywiście musi za to zostać przyznany plus.

Po piąte, świąteczna atmosfera. Czułam, że nie grała tu pierwszych skrzypiec, jednak jest tu wyczuwalna, były przygotowania... Dałam się jej zawładnąć. Daję za to kolejnego plusa.

Po szóste, zakończenie. Było... cóż, tak się nie robi, oj nie robi. Teraz będę się zastanawiała co dalej... 

Po siódme, listy. Coś ostatnio mam szczęście do lektur, w których jeden z bohaterów często pisze listy. Tu również było ich całkiem sporo. Uwielbiam je czytać. Nie mogę postąpić inaczej, leci następny plusik.

Powieść jest lekką lekturą do poduszki.

Opowieść pokazuje, że pracoholizm nie prowadzi do niczego dobrego, czasami wręcz do tragedii.

Książka praktycznie czyta się sama. Historia bardzo wciąga, sprawia, że chce się być częścią życia (chociaż bardzo pokręconego i niebezpiecznego) naszych bohaterów i nie opuszczać jej aż do ostatniej kropki. 

Autorce bardzo dziękuję za tę przygodę, chętnie przeczytam kontynuację (jeśli takowa kiedyś powstanie).


Ogólna ocena - 5/6. :)
POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.


Pozdrawiam, Iza.


ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ WCZEŚNIEJSZEGO PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU KOBIECE. :)


Komentarze

  1. W tym roku nastąpił wysyp świątecznych książek, ale ta całkowicie mi gdzieś umknęła. 😁

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałbym spytać świetna z tą książką. 😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

„Z ciszy” - Martyna Senator.

„Strażnik” - Paulina Hendel.