„Seks nie miłość” - Vi Keeland.

Drogi Czytelniku...

Na wstępie chcę zaznaczyć, że znajdziecie tu sceny erotyczne, więc ta powieść skierowana jest głównie do pełnoletnich miłośników literatury.

Zaufanie? Tak...
Pomyłka? Zdarzy się.
Niespodzianki? Pewnie.
Trudności? Będą.
Emocje? Tak!
Trudna przeszłość? Uhum.

Strach? Niestety.
Przyjaźń? Jasne.
Problemy zdrowotne? Cóż...
Trudy rodzicielstwa? Są.
Strata? A jakże...
Odpowiedzialność? Niom.
Zaintrygowani?
Mam nadzieję, że tak.
Między innymi właśnie to znajdziemy w najnowszej książce Vi Keeland pod tytułem „Seks nie miłość”. 
Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, odsyłam do lektury.

Wspaniale było przenieść się do świata Natalii, Izzy, Huntera, Belli, Alegry, Nicoli, Francescy, Adama, Anny, Dereka, Samanthy, Summer, Garnetta i innych.

Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.

Po pierwsze, jak zawsze biorę w ciemno. Czytałam już wiele książek pani Keeland (w sumie wszystkie wydane w Polsce do tej pory), sięgam po nie z prawdziwą przyjemnością (niezmiennie z coraz większą z każdą kolejną pozycją), biorę je w ciemno. Ta książka zachęciła mnie do tego jeszcze bardziej, czego w sumie od niej oczekiwałam. To jedna z lepszych książek autorki i na dzień dzisiejszy moja ulubiona. Nie zdradzę jednak dokładnie dlaczego. 

Po drugie, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, bardzo zróżnicowani i interesujący. Muszę przyznać, że polubiłam tu wiele person, choćby Natalię, Bellę, Izzy i Huntera. Z nimi nie można się nudzić, oj nie. Fajnie byłoby mieć takie osóbki w swoim otoczeniu.

Po trzecie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że prawdziwy rollercoaster to trochę za mało, przynajmniej dla mnie. Akcja przez cały czas płynie dość szybko, z czasem przyśpiesza, nie zwalnia ani na chwilkę, ciągle coś się dzieje. Autorka serwuje nam emocje dużymi porcjami. Oczywiście nie brakuje tu zaskakujących zwrotów akcji, wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Hunter i Natalia.

Po czwarte, ważne tematy. Są tu poruszane (nie spodziewałam się niczego innego). Płynie z nich też pewna nauka. Tym razem jednak pozwolę Wam samodzielnie ją odkryć. Oczywiście standardowo daję za to dużego plusa. 

Po piąte, emocje. Gwarantuję Wam, że ich tu nie zabraknie, od smutku do szczęścia. Zaopatrzcie się w chusteczki, przydadzą się, oj przydadzą...

Po szóste, układ. Książka napisana jest z perspektywy dwóch osób - jego i jej (częściej). Oczywiście za to daję książce kolejnego plusa.

Po siódme, zakończenie. Szczerze? Totalnie mnie rozwaliło (zresztą parę innych momentów również)... Przyznaję oczywiście za to plusa.

Powieść jest lekką lekturą do poduszki.

Opowieść pokazuje, że niczego w życiu nigdy nie możemy być pewni w 100%.

Książka praktycznie czyta się sama. Historia wciąga, sprawia, że chce się być częścią życia naszych bohaterów. 

Autorce bardzo dziękuję za tę przygodę, z niecierpliwością czekam na kolejne perełki, które w przyszłości wyjdą spod pióra pani Keeland.


Ogólna ocena - 6/6. :)
POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.


Pozdrawiam, Iza.


ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU KOBIECE. :)


Komentarze

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

„Z ciszy” - Martyna Senator.

„Wszystko, czego pragnę w te święta” - Anna Langner. [PRZEDPREMIEROWO]