„Malbat znaczy rodzina” - Zuzanna Gromadzińska.

Drogi Czytelniku...

Na wstępie chcę zaznaczyć, iż jest to powieść skierowana raczej do pełnoletnich miłośników literatury, ponieważ zawiera wulgaryzmy, przemoc i sceny erotyczne.


Klub nocny w Alabamie? Obecny.
Pewien charyzmatyczny szef? Jest...
Zniknięcie striptizerek? Tak...
Pewna młoda policjantka? Będzie.
Komplikacje w śledztwie? Oczywiście.
Przyciąganie? Nieustannie.
Niebezpieczeństwo? Cały czas.

Tajemnice? Nie obędzie się bez nich.
Trudne decyzje? Jasne.
Narkotykowy biznes? Pewnie.

Tajemnicza organizacja? Będzie.
Poświęcenie? Niestety.
Zemsta? Znajdzie się.
Mafia? Możliwe...
Przemoc? Cóż...

Między innymi właśnie to serwuje nam Zuzanna Gromadzińska w swojej debiutanckiej książce pod tytułem „Malbat znaczy rodzina
”.
Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie odsyłam do lektury książki.

Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.


Po pierwsze, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, interesujący i bardzo zróżnicowani. Czy kogoś polubiłam? Nie, niestety nikogo, nad czym ubolewam. Alice to silna dziewczyna, na którą w krótkim czasie wiele 'spadło' i się nie poddała, mimo to mojej sympatii nie udało jej się skraść, choć było blisko.
Nic więcej oczywiście nie zdradzę. Napiszę tylko tyle, że pewne persony chciałam po prostu udusić, w życiu nie wybaczyłabym im tego co zrobili...


Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to nie jest prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Akcja rozkręca się swoim tempem, niewymuszenie, choć z czasem nieco przyśpiesza. Ciągle coś się dzieje. Autorka serwuje nam emocje sporymi porcjami. Nie brakowało mi tu zaskakujących zwrotów akcji oraz wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Alice.


Po trzecie, styl. Książka, mimo tematyki, którą porusza, napisana jest lekko i dość przyjemnie dla oka, dzięki czemu czyta się ją bardzo szybko i łatwo. Daję za to plusika.

Po czwarte, zakończenie. Warto do niego dotrzeć. Pozostawia mały niedosyt.  Nie do końca właśnie takiego się spodziewałam i to było w nim fajne. Leci za to plusik.

Powieść nie do końca jest lekką lekturą do poduszki.


Opowieść pokazuje, że poświęcenie czasami przynosi ulgę, a niemal zawsze pozytywne konsekwencje dla poświęcającego się.


Książka praktycznie czyta się sama (z małymi wyjątkami). Historia nawet wciąga i sprawia, że chce się być częścią życia (choć momentami dość niebezpiecznego) naszych bohaterów i nie opuszczać go aż do ostatniego zdania.


Autorce bardzo dziękuję za tę przygodę.
Znośnie spędziłam czas podczas tej lektury, lubię takie klimaty.
Nie wiem tylko czy sięgnę po kolejny tom (jeśli powstanie)...


Ogólna ocena - 5/6. :)
POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.


Pozdrawiam, Iza.


ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU BEYA. :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Cenny dług” - Marika Borula.

„The Call. Inwazja” - Peadar O'Guilín.

„Serce w grze” - Justyna Wnuk.