„Kalendarz adwentowy” - Jolanta Kosowska, Marta Jednachowska.
Drogi Czytelniku...
Zapraszam na następną recenzję książki o tematyce świąt Bożego Narodzenia.
Pewien dom dziecka? Jest.
Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia? Obecne.
Pewne opiekunki? Tak.
Pewne dzieciaki? Będą.
Poważne problemy finansowe? Oczywiście.
Pewien jarmark? Pewnie.
Pewien pomysł? Jasne.
Kalendarze adwentowe? Są tu bardzo istotne.
Tajemnicze liściki? Znajdą się.
Magia? Na każdym kroku.
Niespodzianki? Bez nich byłoby nudno.
Zapraszam na następną recenzję książki o tematyce świąt Bożego Narodzenia.
Pewien dom dziecka? Jest.
Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia? Obecne.
Pewne opiekunki? Tak.
Pewne dzieciaki? Będą.
Poważne problemy finansowe? Oczywiście.
Pewien jarmark? Pewnie.
Pewien pomysł? Jasne.
Kalendarze adwentowe? Są tu bardzo istotne.
Tajemnicze liściki? Znajdą się.
Magia? Na każdym kroku.
Niespodzianki? Bez nich byłoby nudno.
Między innymi właśnie to znajdziemy w pierwszej wspólnej książce Jolanty Kosowskiej i Marty Jednachowskiej pod tytułem „Kalendarz adwentowy”.
Jaki osiągnęły efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie odsyłam do lektury, książki oczywiście.
Wspaniale było przenieść się do świata Marcelinki, Maurycego, Telemacha, Oiwii, Szymona, Zosi, Olgi, Karola, Natalii, Jagody, Justyny, Marii, pani Ewy, pani Marzeny, pani Moniki, pani Grażyny, pani Klaudii, pani Sabiny, pana Andrzeja, pana Marka, pani Karaś i innych.
Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.
Po pierwsze, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, zróżnicowani i dość interesujący.
Czy kogoś polubiłam? Tak, niemal wszystkich. Dawno tak nie miałam.
Tak, dobrze myślicie, nie podam powodu.
Nie chcę zdradzać za dużo.
Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że nie do końca jest to prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Wprawdzie akcja rozkręca się swoim tempem, jednak niemal przez całą powieść coś się dzieje. Autorka chwilami serwuje nam emocje naprawdę sporymi porcjami. Nie brakowało mi tu zaskakujących zwrotów akcji oraz wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony. Dodam jeszcze, że fabuła wciągnęła mnie niemal od pierwszych stron, była świeża, fajna.
Po trzecie, styl. Książka napisana jest lekkim językiem, przystępnym dla każdego. To ułatwiało i bardzo przyśpieszało czytanie. Leci za to oczywiście plusik. Chciałabym tylko pomarudzić, że książka ta mogłaby być nieco dłuższa... Tak chociaż o pięćdziesiąt stron i mieć jeszcze ze dwa wątki.
Po czwarte, magia świąt. Jest tu odczuwalna na każdym kroku z czego bardzo się cieszę. To troszkę odczarowało mi ten czas w roku. Jestem bardzo za to wdzięczna. Ta historia pokazuje, że to naprawdę zaczarowany czas.
Po piąte, zakończenie i przesłanie. Nie do końca właśnie takiego zakończenia się spodziewałam, coś zupełnie innego otrzymałam w rzeczywistości. Troszkę się zdziwiłam, ale bardzo pozytywnie. Autorka mnie nieco zaskoczyła. To było fajne. Oczywiście daję za to plusa. Jeśli chodzi zaś o przesłanie, znajdziemy je oczywiście. Nie zdradzę o co dokładnie chodzi, chcę by każdy czytelnik sam to odkrył, inaczej to nie miałoby sensu. Muszę za nie dać kolejnego plusa.
Powieść jest lekką lekturą do poduszki.
Opowieść pokazuje, że wiara naprawdę może zdziałać cuda... zwłaszcza w takim okresie jak święta Bożego Narodzenia.
Książka praktycznie czyta się sama. Historia nawet mnie wciągnęła, sprawiała, że chciałam być częścią życia naszych bohaterów, choć chwilami nie miałam ochoty docierać do końca (żeby zbyt szybko nie poznać zakończenia i ich opuszczać).
Autorkom bardzo dziękuję za tę przygodę. Była dość intrygująca i nietypowa. Z niecierpliwością czekam na inne tego typu historie.
Jaki osiągnęły efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie odsyłam do lektury, książki oczywiście.
Wspaniale było przenieść się do świata Marcelinki, Maurycego, Telemacha, Oiwii, Szymona, Zosi, Olgi, Karola, Natalii, Jagody, Justyny, Marii, pani Ewy, pani Marzeny, pani Moniki, pani Grażyny, pani Klaudii, pani Sabiny, pana Andrzeja, pana Marka, pani Karaś i innych.
Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.
Po pierwsze, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, zróżnicowani i dość interesujący.
Czy kogoś polubiłam? Tak, niemal wszystkich. Dawno tak nie miałam.
Tak, dobrze myślicie, nie podam powodu.
Nie chcę zdradzać za dużo.
Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że nie do końca jest to prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Wprawdzie akcja rozkręca się swoim tempem, jednak niemal przez całą powieść coś się dzieje. Autorka chwilami serwuje nam emocje naprawdę sporymi porcjami. Nie brakowało mi tu zaskakujących zwrotów akcji oraz wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony. Dodam jeszcze, że fabuła wciągnęła mnie niemal od pierwszych stron, była świeża, fajna.
Po trzecie, styl. Książka napisana jest lekkim językiem, przystępnym dla każdego. To ułatwiało i bardzo przyśpieszało czytanie. Leci za to oczywiście plusik. Chciałabym tylko pomarudzić, że książka ta mogłaby być nieco dłuższa... Tak chociaż o pięćdziesiąt stron i mieć jeszcze ze dwa wątki.
Po czwarte, magia świąt. Jest tu odczuwalna na każdym kroku z czego bardzo się cieszę. To troszkę odczarowało mi ten czas w roku. Jestem bardzo za to wdzięczna. Ta historia pokazuje, że to naprawdę zaczarowany czas.
Po piąte, zakończenie i przesłanie. Nie do końca właśnie takiego zakończenia się spodziewałam, coś zupełnie innego otrzymałam w rzeczywistości. Troszkę się zdziwiłam, ale bardzo pozytywnie. Autorka mnie nieco zaskoczyła. To było fajne. Oczywiście daję za to plusa. Jeśli chodzi zaś o przesłanie, znajdziemy je oczywiście. Nie zdradzę o co dokładnie chodzi, chcę by każdy czytelnik sam to odkrył, inaczej to nie miałoby sensu. Muszę za nie dać kolejnego plusa.
Powieść jest lekką lekturą do poduszki.
Opowieść pokazuje, że wiara naprawdę może zdziałać cuda... zwłaszcza w takim okresie jak święta Bożego Narodzenia.
Książka praktycznie czyta się sama. Historia nawet mnie wciągnęła, sprawiała, że chciałam być częścią życia naszych bohaterów, choć chwilami nie miałam ochoty docierać do końca (żeby zbyt szybko nie poznać zakończenia i ich opuszczać).
Autorkom bardzo dziękuję za tę przygodę. Była dość intrygująca i nietypowa. Z niecierpliwością czekam na inne tego typu historie.
Ogólna ocena - 5,5/6. :)
POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.
Pozdrawiam, Iza.
ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU NOVAE RES. :)
POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.
Pozdrawiam, Iza.
ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU NOVAE RES. :)
Komentarze
Prześlij komentarz