„One day I'll lose this fight” - Paulina Szewczyk. [PRZEDPREMIEROWO]

Drogi Czytelniku...

Młoda kobieta? Jest.
Pozornie poukładane życie? Tak.

Wyruszenie w trasę koncertową? Pewnie.
Apodyktyczny ojciec? Niestety.
Wewnętrzna walka? Oczywiście.

Trudne relacje rodzinne? Znajdą się.
Problemy? Może...

Kłamstwa? Cóż...

Pożądanie, namiętność, przyciąganie? Obecne.

Zmiany? Jasne
.
Zdrada? I to bolesna...
Zemsta? Uhum...
Plany, marzenia? Będą.

Między innymi właśnie to serwuje nam Paulina Szewczyk w swojej debiutanckiej książce pod tytułem „One day I'll lose this fight”. 
Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, odsyłam do lektury.
Jest to tom pierwszy serii My fight (nazwa mocno robocza).


Wspaniale było przenieść się do świata Rosalie, Dextera, Dave'a, Jamesa, Elise, Travisa, Colina, Mike'a, Eddy'ego, Summer, Sophie, Chloe, Gabriela, Scotta, Cindy, Michaela i innych.

Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.


Po pierwsze, bohaterowie. Są dość dobrze wykreowani, zróżnicowani i nawet interesujący. Czy kogoś polubiłam? Nie, nikogo. Każdy prędzej czy później czymś mnie do siebie zniechęcił, zwłaszcza niektórzy, nawet Rosalie (choć ona chyba najmniej)...
W przypadku tej historii jest to spory plus.
Dobra, nie zdradzę już nic więcej.


Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to nie do końca jest prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie, chociaż akcja rozkręca się bardzo szybko. Później wcale nie było spokojniej (choć mogłoby być nieco goręcej w pewnych momentach). Autorka serwuje nam emocje dużymi porcjami. Oczywiście nie brakowało tu zaskakujących zwrotów akcji, wywoływania w nas skrajnych uczuć oraz problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Rosalie.


Po trzecie, styl. Książka napisana jest dość lekkim językiem, przystępnym dla każdego. To ułatwia, bardzo uprzyjemnia i bardzo przyśpiesza czytanie. Książka mogłaby mieć jeszcze kilka stron i chociaż ze dwa wątki. Daję za to plusika.

Po czwarte, zakończenie. Przyznam, że spodziewałam się czegoś troszkę innego... Zdecydowanie czegoś mi w nim brakowało, lecz z drugiej strony sama nie zmieniłabym w nim nic (oczywiście nie napiszę nic więcej żeby za dużo nie zdradzać). Napomknę jeszcze, że pozostawia pewien niedosyt i zachęca do czekania na kolejny tom.

Powieść jest lekką lekturą do poduszki.

Opowieść pokazuje, że czasami mimo niebezpieczeństwa warto podjąć ryzyko i zmienić niemal całe życie.


Książka praktycznie czyta się sama. Historia wciąga, sprawia, że chce się być częścią życia (chociaż momentami nieco pokręconego, a nawet niebezpiecznego) naszych bohaterów i nie opuszczać go aż do ostatniego zdania. 


Autorce dziękuję za tę przygodę.
Naprawdę fajnie spędziłam czas przy tej lekturze. Czekam na kolejny tom, jestem ciekawa jak to się wszystko rozwinie. :)


Ogólna ocena - 5/6. :)
POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.


Pozdrawiam, Iza.


ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ WCZWŚNIEJSZEGO PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU NOVAE RES. :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Cenny dług” - Marika Borula.

„Zdradliwi i wierni” - Katarzyna Wiktoria Łuczyńska.

„Perfectly Imperfect” - Klaudia Grubba. [PRZEDPREMIEROWO]