„Niechciane przeznaczenie” - Szymon „Niornu” Biadasz.
Drogi Czytelniku...
Próba ucieczki przed przeznaczeniem? Obecna.
Pewni młodzi bohaterowie? Są.
Pewne przeniesienie? Jasne.
Elfy? Będą.
Niebezpieczeństwa? Nie obędzie się bez nich.
Magia? Pewnie.
Walka? Oczywiście.
Puste obietnice? Tak.
Japonia w tle? A jakże.
Iluzje, kłamstwa? Niestety...
Wyzwania? Nie inaczej.
Odwaga, ale i strach? Jest.
Próba szukania swojej drogi? Uhum.
Między innymi właśnie to serwuje nam Szymon 'Niornu' Biadasz w swojej debiutanckiej książce pod tytułem „Naugia. Niechciane przeznaczenie”.
Jaki osiągnął efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, jak zawsze odsyłam do lektury, książki oczywiście.
Mam nadzieję, że jest to pierwszy tom (jeśli powstanie kolejny) cyklu Elfatre (nazwa robocza).
Miło było przenieść się do świata Salva, Mei, Miki, Skolli, Bora, Lary, Liomelona, Isylme, Veryo, Aksi (mam nadzieję, że nie przekręciłam żadnego imienia) i innych.
Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.
Po pierwsze, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, dość interesujący i zróżnicowani. Polubiłam tu Salva i Mię. Nie dało się inaczej.
Mimo pozytywnego charakteru niektórzy czasami mnie denerwowali i jakoś było mi z nimi nie po drodze.
Nie napiszę już nic więcej, nie chcę zdradzać za dużo.
Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to nie jest prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie, jednak w tym przypadku wcale nim być nie musi. Akcja rozkręca się swoim tempem, jednak zawsze się coś działo. Nie było spokojnie ani przez chwilkę. Autor chwilami serwował nam emocje dużymi porcjami (nie zdradzę w jakich chwilach). Troszkę brakowało mi tu zaskakujących zwrotów akcji (nie były tu takie istotne), lecz nie wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Salv i Mei.
Po trzecie, styl. Książka jest napisana lekkim językiem, przystępnym dla każdego. To zdecydowanie uprzyjemnia i przyśpiesza czytanie. Czytelnicy na pewno nie będą mieli problemu z przekazem, przynajmniej według mnie. Muszę dać za to plusika.
Po czwarte, zakończenie. Warto do niego dotrzeć. Było... cóż musicie sami się o tym przekonać. Muszę przyznać, że nie takiego finału się spodziewałam i to było fajne (osobiście obstawiałam coś innego, oczywiście nie zdradzę dokładnie co (szczerze, to moje obstawienie było aż nazbyt oczywiste).
Szkoda tylko, że finał kończy się w takim momencie, że... Dobra, nic więcej nie piszę... Leci za to następny plusik.
Po piąte, szkice. W tej powieści znajdziemy świetnie wykonane klimatyczne szkice. Daję za nie plusika.
Powieść mimo wszystko jest lekką lekturą do poduszki.
Opowieść pokazuje, że nikt nie ucieknie przed swoim przeznaczeniem, choć nie zawsze jest takie, jak nam się wydaje, że jest nam pisane...
Książka praktycznie czyta się sama. Historia naprawdę mnie wciągnęła, chciałam być częścią życia naszych bohaterów i wraz z Salvem i Mei spróbować oszukać przeznaczenie (nie wiem dlaczego, ale od razu pomyślałam o tej serii filmów...). Kibicowałam im na każdym kroku i do samego końca (choć mam wrażenie, że to jeszcze nie jest koniec).
Autorowi dziękuję za tę przygodę. :)
Jest to wręcz idealna historia do czytania w ten letni, bardzo gorący czas, w przerwie między pracą a obowiązkami domowymi.
Nadaje się również dla starszej młodzieży.
Sama przyjemnie spędziłam przy niej ten czerwcowy, nieco zabiegany i upalny czas (przez chwilę naprawdę zapomniałam o upale).
Mam nadzieję, że ewentualna kontynuacja (jeśli powstanie, a myślę, że tak) wyjdzie w miarę szybko, biorę ją 'w ciemno'. :)
Ogólna ocena - 5,5/6. :)
POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.
Pozdrawiam, Iza.
ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU NOVAE RES. :)
Próba ucieczki przed przeznaczeniem? Obecna.
Pewni młodzi bohaterowie? Są.
Pewne przeniesienie? Jasne.
Elfy? Będą.
Niebezpieczeństwa? Nie obędzie się bez nich.
Magia? Pewnie.
Walka? Oczywiście.
Puste obietnice? Tak.
Japonia w tle? A jakże.
Iluzje, kłamstwa? Niestety...
Wyzwania? Nie inaczej.
Odwaga, ale i strach? Jest.
Próba szukania swojej drogi? Uhum.
Między innymi właśnie to serwuje nam Szymon 'Niornu' Biadasz w swojej debiutanckiej książce pod tytułem „Naugia. Niechciane przeznaczenie”.
Jaki osiągnął efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, jak zawsze odsyłam do lektury, książki oczywiście.
Mam nadzieję, że jest to pierwszy tom (jeśli powstanie kolejny) cyklu Elfatre (nazwa robocza).
Miło było przenieść się do świata Salva, Mei, Miki, Skolli, Bora, Lary, Liomelona, Isylme, Veryo, Aksi (mam nadzieję, że nie przekręciłam żadnego imienia) i innych.
Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.
Po pierwsze, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, dość interesujący i zróżnicowani. Polubiłam tu Salva i Mię. Nie dało się inaczej.
Mimo pozytywnego charakteru niektórzy czasami mnie denerwowali i jakoś było mi z nimi nie po drodze.
Nie napiszę już nic więcej, nie chcę zdradzać za dużo.
Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to nie jest prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie, jednak w tym przypadku wcale nim być nie musi. Akcja rozkręca się swoim tempem, jednak zawsze się coś działo. Nie było spokojnie ani przez chwilkę. Autor chwilami serwował nam emocje dużymi porcjami (nie zdradzę w jakich chwilach). Troszkę brakowało mi tu zaskakujących zwrotów akcji (nie były tu takie istotne), lecz nie wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Salv i Mei.
Po trzecie, styl. Książka jest napisana lekkim językiem, przystępnym dla każdego. To zdecydowanie uprzyjemnia i przyśpiesza czytanie. Czytelnicy na pewno nie będą mieli problemu z przekazem, przynajmniej według mnie. Muszę dać za to plusika.
Po czwarte, zakończenie. Warto do niego dotrzeć. Było... cóż musicie sami się o tym przekonać. Muszę przyznać, że nie takiego finału się spodziewałam i to było fajne (osobiście obstawiałam coś innego, oczywiście nie zdradzę dokładnie co (szczerze, to moje obstawienie było aż nazbyt oczywiste).
Szkoda tylko, że finał kończy się w takim momencie, że... Dobra, nic więcej nie piszę... Leci za to następny plusik.
Po piąte, szkice. W tej powieści znajdziemy świetnie wykonane klimatyczne szkice. Daję za nie plusika.
Powieść mimo wszystko jest lekką lekturą do poduszki.
Opowieść pokazuje, że nikt nie ucieknie przed swoim przeznaczeniem, choć nie zawsze jest takie, jak nam się wydaje, że jest nam pisane...
Książka praktycznie czyta się sama. Historia naprawdę mnie wciągnęła, chciałam być częścią życia naszych bohaterów i wraz z Salvem i Mei spróbować oszukać przeznaczenie (nie wiem dlaczego, ale od razu pomyślałam o tej serii filmów...). Kibicowałam im na każdym kroku i do samego końca (choć mam wrażenie, że to jeszcze nie jest koniec).
Autorowi dziękuję za tę przygodę. :)
Jest to wręcz idealna historia do czytania w ten letni, bardzo gorący czas, w przerwie między pracą a obowiązkami domowymi.
Nadaje się również dla starszej młodzieży.
Sama przyjemnie spędziłam przy niej ten czerwcowy, nieco zabiegany i upalny czas (przez chwilę naprawdę zapomniałam o upale).
Mam nadzieję, że ewentualna kontynuacja (jeśli powstanie, a myślę, że tak) wyjdzie w miarę szybko, biorę ją 'w ciemno'. :)
Ogólna ocena - 5,5/6. :)
POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.
Pozdrawiam, Iza.
ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU NOVAE RES. :)

Komentarze
Prześlij komentarz