„Tajemnica Torhel” - Janusz Warchlewski.
Drogi Czytelniku...
Międzyplanetarne podróże? Obecne.
Pozornie wygrane marzenia? Są.
Przewodnicy? Jasne.
Kłopoty? Będą.
Niebezpieczeństwa? Nie obędzie się bez nich.
Kryzys? Pewnie.
Walka? Oczywiście.
Piraci? Tak.
Labirynt? A jakże.
Technologia? Niestety...
Wyzwania? Nie inaczej.
Odwaga, ale i strach? Jest.
Bunt? Uhum.
Między innymi właśnie to serwuje nam Janusz Warchlewski w swojej najnowszej książce pod tytułem „Tajemnica Torhel”.
Jaki osiągnął efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, jak zawsze odsyłam do lektury, książki oczywiście.
Miło było przenieść się do świata Zoe, Toma, Andrei, Rossy, Joe, Celii, Berty, Aliny, Erwina i innych.
Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.
Po pierwsze, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, dość interesujący i zróżnicowani. Polubiłam tu Zoe i Toma. Nie dało się inaczej.
Mimo pozytywnego charakteru niektórzy czasami mnie denerwowali i jakoś było mi z nimi nie po drodze.
Nie napiszę już nic więcej, nie chcę zdradzać za dużo.
Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to nie jest prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie, jednak w tym przypadku wcale nim być nie musi. Akcja rozkręca się swoim tempem, jednak niemal zawsze się coś działo. Nie było spokojnie ani przez chwilkę. Autor chwilami serwował nam emocje sporymi porcjami (nie zdradzę w jakich momentach). Troszkę brakowało mi tu zaskakujących zwrotów akcji (nie były tu takie istotne), lecz nie wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Zoe.
Po trzecie, styl. Książka jest napisana lekkim językiem, przystępnym dla każdego. To zdecydowanie uprzyjemnia i przyśpiesza czytanie. Czytelnicy na pewno nie będą mieli problemu z przekazem, przynajmniej według mnie. Muszę dać za to plusika.
Po czwarte, układ. Historię poznajemy tu z dwóćh perspektyw - Zoe i Toma (gównie Zoe). Ten zabieg tu pasował, Pomógł czytelnikowi zrozumieć pewne wątki i je uzupełniał. Przyznaję za to plusa.
Po piąte, zakończenie. Warto do niego dotrzeć. Było... cóż musicie sami się o tym przekonać. Szczerze? Sama nie do końca wiem jak je podsumować... Muszę jednak przyznać, że nie takiego finału się spodziewałam i mnie osobiście nieco zawiodło...
Szkoda tylko, że finał kończy się w takim momencie, że... Dobra, nic więcej nie piszę... Leci za to mały minusik...
Powieść jest lekką lekturą do poduszki.
Opowieść pokazuje, że determinacja jest naprawdę potężną bronią, jeśli potrafimy ją mądrze wykorzystać.
Książka nie zawsze czytała się sama. Historia nawet mnie wciągnęła (mimo nie do końca wykorzystanego potencjału), nie zawsze chciałam być częścią życia naszych bohaterów, lecz chciałam z bohaterami ocalić Bajkę (swoją drogę ta nazwa mnie nieco zawiodła). Kibicowałam im na każdym kroku i do samego końca (choć mam wrażenie, że to jeszcze nie jest koniec).
Autorowi dziękuję za tę przygodę. :)
Mimo wszystko dość miło spędziłam przy niej ten czerwcowy, nieco upalny czas (przez chwilę nawet zapomniałam o upale).
Ogólna ocena - 4,5/6. :)
POLECAM, POLECAM.
Pozdrawiam, Iza.
ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU NOVAE RES. :)
Międzyplanetarne podróże? Obecne.
Pozornie wygrane marzenia? Są.
Przewodnicy? Jasne.
Kłopoty? Będą.
Niebezpieczeństwa? Nie obędzie się bez nich.
Kryzys? Pewnie.
Walka? Oczywiście.
Piraci? Tak.
Labirynt? A jakże.
Technologia? Niestety...
Wyzwania? Nie inaczej.
Odwaga, ale i strach? Jest.
Bunt? Uhum.
Między innymi właśnie to serwuje nam Janusz Warchlewski w swojej najnowszej książce pod tytułem „Tajemnica Torhel”.
Jaki osiągnął efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, jak zawsze odsyłam do lektury, książki oczywiście.
Miło było przenieść się do świata Zoe, Toma, Andrei, Rossy, Joe, Celii, Berty, Aliny, Erwina i innych.
Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.
Po pierwsze, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, dość interesujący i zróżnicowani. Polubiłam tu Zoe i Toma. Nie dało się inaczej.
Mimo pozytywnego charakteru niektórzy czasami mnie denerwowali i jakoś było mi z nimi nie po drodze.
Nie napiszę już nic więcej, nie chcę zdradzać za dużo.
Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to nie jest prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie, jednak w tym przypadku wcale nim być nie musi. Akcja rozkręca się swoim tempem, jednak niemal zawsze się coś działo. Nie było spokojnie ani przez chwilkę. Autor chwilami serwował nam emocje sporymi porcjami (nie zdradzę w jakich momentach). Troszkę brakowało mi tu zaskakujących zwrotów akcji (nie były tu takie istotne), lecz nie wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Zoe.
Po trzecie, styl. Książka jest napisana lekkim językiem, przystępnym dla każdego. To zdecydowanie uprzyjemnia i przyśpiesza czytanie. Czytelnicy na pewno nie będą mieli problemu z przekazem, przynajmniej według mnie. Muszę dać za to plusika.
Po czwarte, układ. Historię poznajemy tu z dwóćh perspektyw - Zoe i Toma (gównie Zoe). Ten zabieg tu pasował, Pomógł czytelnikowi zrozumieć pewne wątki i je uzupełniał. Przyznaję za to plusa.
Po piąte, zakończenie. Warto do niego dotrzeć. Było... cóż musicie sami się o tym przekonać. Szczerze? Sama nie do końca wiem jak je podsumować... Muszę jednak przyznać, że nie takiego finału się spodziewałam i mnie osobiście nieco zawiodło...
Szkoda tylko, że finał kończy się w takim momencie, że... Dobra, nic więcej nie piszę... Leci za to mały minusik...
Powieść jest lekką lekturą do poduszki.
Opowieść pokazuje, że determinacja jest naprawdę potężną bronią, jeśli potrafimy ją mądrze wykorzystać.
Książka nie zawsze czytała się sama. Historia nawet mnie wciągnęła (mimo nie do końca wykorzystanego potencjału), nie zawsze chciałam być częścią życia naszych bohaterów, lecz chciałam z bohaterami ocalić Bajkę (swoją drogę ta nazwa mnie nieco zawiodła). Kibicowałam im na każdym kroku i do samego końca (choć mam wrażenie, że to jeszcze nie jest koniec).
Autorowi dziękuję za tę przygodę. :)
Mimo wszystko dość miło spędziłam przy niej ten czerwcowy, nieco upalny czas (przez chwilę nawet zapomniałam o upale).
Ogólna ocena - 4,5/6. :)
POLECAM, POLECAM.
Pozdrawiam, Iza.
ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU NOVAE RES. :)

Komentarze
Prześlij komentarz