„Cypryjskie meze” - Jolanta Kosowska.

Drogi Czytelniku...

Studentka historii sztuki? Obecna.
Pewna starsza pani? Jest.
Pomoc w przeprowadzce? Tak.
Tajemnice? Będą.
Pewne stare menu? Jasne.

Pewna wyprawa? Pewnie.
Przeszłość, która wraca? Uhum... 
Determinacja? Znajdzie się.
Emocje? Oj, tak.
Cypr i pewna wyspa? A jakże.
Niezwykłe miejsca? Obecne i to na dużą skalę.
Utracone korzenie? Niestety.
Strata? Cóż...
Smutek? Znajdzie się.

Między innymi właśnie taką mieszankę (jak dla mnie iście wybuchową) serwuje nam Jolanta Kosowska w swojej najnowszej książce pod tytułem „Cypryjskie meze”. 
Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, jak zawsze odsyłam do lektury, książki oczywiście.


Wspaniale było przenieść się do świata Eweliny, Zofii, Hanki, Wiktora, Anny, Jorgosa, Dimitriosa, Leonii, i innych.
 
Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.


Po pierwsze, bohaterowie. Są dobrze wykreowani, zróżnicowani i bardzo interesujący. Polubiłam tu Ewelinę, Zofię oraz Jorgosa. To bardzo empatyczne persony.
W sumie nie znalazłam tu nikogo, kto wywarłby na mnie złe wrażenie... Dobra, już milczę n
ie chcę zdradzać za dużo.

Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to prawdziwy emocjonalny rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Muszę przyznać, że akcja rozkręca się bardzo szybko. Później aż do samego końca wcale nie jest spokojniej, a pod koniec... Autorka serwuje nam emocje dużymi porcjami. Nie brakuje tu zaskakujących zwrotów akcji, wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony.


Po trzecie, styl. Książka, co mnie wcale nie dziwi, napisana jest lekkim językiem, przystępnym dla każdego. To ułatwia, bardzo uprzyjemnia czytanie i sprawia, że czyta się bardzo szybko (jak dla mnie zbyt szybko, książka mogłaby mieć jeszcze ze sto stron... i ze trzy wątki, chciałabym dłużej odkrywać z Eweliną tajemnicę, które skrywa Cypr). Za to daję plusa.

Po czwarte, układ. Historię poznajemy z dwóch (choć głównie jednej) perspektyw - Eweliny i Hanki (gościnnie). W tego typu powieściach jest to bardzo dobre rozwiązanie, zawsze to popieram. Czytelnik dzięki temu poznaje wydarzenia, których nie mógł 'widzieć' bohater przebywający gdzieś indziej, a wydarzenia te mogły być bardzo istotne. Poza tym byłabym bardzo nie pocieszona gdybym nie wiedzieć co tam naszym bohaterom w duszy gra. Przyznaję za to kolejnego plusa.


Po piąte, Cypr i pewna wyspa. Autorka po raz kolejny (ostatnio była Grecja) barwnie i w ciekawy sposób oprowadza nas po niej i 'pokazuje' zasady w niej panujące. Niemal czułam jakbym sama tam była i ją zwiedzała, jakbym podążała szlakiem samej Afrodyty... Znów niczego mi tu w tej kwestii nie brakowało. Leci za to następny plusik.

Powieść jest lekką lekturą do poduszki.


Opowieść pokazuje, że nasze korzenie mają znaczenie, warto znać swoją historię (nawet jeśli jest bolesna).


Książka, tak jak inne powieści autorki, praktycznie czyta się sama. Historia naprawdę wciąga i sprawia, że chce się być częścią życia (chociaż naprawdę pokręconego, ale i smutnego) naszych bohaterów i nie opuszczać go aż do ostatniej kropki.


Autorce bardzo dziękuję za kolejną, wciągającą przygodę. :)
Ta historia była naprawdę pouczająca...
Nie mogę się doczekać kolejnych powieści autorki. :)


Ogólna ocena - 5/6. :)
POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.


Pozdrawiam, Iza.


ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU ZACZYTANI. :)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„I'm your Lotte” - Rosalie Wilson.

„Cenny dług” - Marika Borula.

„Droga do władzy. Spin off Konsorcjum Część Druga” - A.S. Sivar.