„Z popiołów” - Martyna Senator.

Drogi Czytelniku...

Osoby młode? Tak.
Osoby skrzywdzone przez los? Tak.
Proces przemiany? Jak najbardziej.
Powolne odzyskiwane wiary? Oczywiście.
Wiara, nadzieja i miłość jako ważne aspekty? Tak.
Zaintrygowani?
Ja byłam, musiałam sięgnąć po książkę pod tytułem „Z popiołów” autorstwa Martyny Senator.
Powiem Wam, że pozycja ta pozytywnie mnie zaskoczyła.
Jest to pierwszy z trzech tomów cyklu o tej samej nazwie.


Wspaniale było przenieść się do świata Sary - dziewczyny, która wiele przeszła, jej babci, jej rodziców, Michała, jego ojca, Kaśki, Kuby, Ady, Adama, Patryka, Sebastiana, Lidki, Rafała i innych.


Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.


Po pierwsze, bohaterowie.
Są bardzo dobrze wykreowani, interesujący i zróżnicowani, są tacy realni, niemal 'namacalni'... Niczego mi w nich nie brakowało.
Bardzo polubiłam tu wiele osób: Sarę, jej babcię, Michała, jego tatę, Kaśkę, Kubę i Adę. Stało się to dość szybko. Jakoś tak... nie mogłam po prostu inaczej. Chciałabym mieć w swoim otoczeniu takie osoby jak oni.
Jeśli zaś chodzi o rodziców Sary, cóż, do nich nie zapałałam sympatią. Nie po tym jak się zachowali w stosunku do własnej córki. Choć muszę przyznać, że w pewnym momencie zmieniło się to w stosunku do mamy Sary. Tak, dobrze myślicie, nie powiem oczywiście nic więcej by za wiele nie zdradzić.
W powieści nie znalazłam nikogo, kogo mogłabym szczerze znienawidzić, lecz muszę przyznać, że czasami wkurzałam się na niektórych.


Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to prawdziwy
rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Akcja praktycznie przez całą powieść płynie spokojnie. Autorka dawkuje czytelnikowi emocje stopniowo, bez pośpiechu. Nie brakuje tu również zaskakujących zwrotów akcji i problemów, którymi pisarka obarcza nasze persony.

Po trzecie, teksty piosenek Sary. Muszę przyznać, że Martyna napisała 'w imieniu Sary' bardzo dobre piosenki, teksty są 'prawdziwe' i życiowe. Bardzo chciałabym kiedyś usłyszeć je w wykonaniu jakiejś utalentowanej, wrażliwej dziewczyny, która podłożyłaby do nich wspaniałą muzykę.
Poniżej podrzucę Wam przykładowe dwie, oceńcie sami:


„Dziś odejdę stąd
Nie zobaczysz mnie już więcej
Nie pożegnam się z Tobą
Włożę najlepszą sukienkę

Lecz zanim zatrę po sobie ślad
Zanim zniknę jak poranna mgła
Zatańczę z Tobą tak jak kiedyś jeszcze jeden raz

Posłuchaj jak wiatr
Na skrzypcach żałośnie gra
Twój dotyk jak ogień
Wypala na skórze ślad
Oddycham Tobą
Krzyk przechodzi w szept
Ale gdy ucichnie wszystko
Nie zatrzymasz mnie


„Zrozumiałam, że mogę odejść, kiedy chcę
Nie muszę pytać cię o zgodę
Ani zostawiać kartki z nowym adresem
Mogę zniknąć, nie mówiąc zupełnie nic

W milczeniu
Zostawić cię
Samego

Chciałabym naprawić to, co we mnie popsułeś
Ale tu nie pomoże młotek i gwóźdź
Mam tylko parę słów i kilka prostych nut
Aby uleczyć swoją duszę

Dlatego gram
Wciąż gram
Dla siebie” 


Po czwarte, miejsce akcji. Kraków, już z miejsca daję za to plusa. Lubię to miasto, nawet planuję się tam przeprowadzić.

Po piąte, styl i język. Martyna pisze lekko, przystępnie dla każdego, nie przerysowuje, nie koloryzuje. To sprawia, że książkę czyta się łatwo i przyjemnie.

Po szóste, ważne tematy. Cieszę się, że Martyna je porusza. Lubię gdy książka ma jakieś przesłanie. Według mnie w dzisiejszych czasach jest to bardzo potrzebne, zwłaszcza jeśli książkę czytać będą trochę młodsi czytelnicy.

Po siódme, tatuaże. Do niedawna byłam wielką przeciwniczką wszelakich dziar. Celowo skazywać się na ból (z tego co wiem niemały) w celu 'upiększenia'? To nie dla mnie (żeby nie było, nie mam nic do osób, które zrobiły sobie jakiekolwiek tatuaże). Po lekturze tej książki jednak się do nich trochę przekonałam, a nawet był moment, w którym pomyślałam, że sobie jeden zrobię. Wybrałam też wzór:




Powieść, mimo wszystko, jest lekką lekturą do poduszki.

Opowieść pokazuje, że czasami pojawienie się tej jednej jedynej osoby w naszym życiu może 'wywrócić je do góry nogami' oraz to, że mimo traumy są ludzie warci tego by się przed nimi otworzyć i na nowo zaufać i uwierzyć w siebie (nie tylko w to).


Książka praktycznie czyta się sama. Przeczytałam ją na raz, nie mogłam się oderwać. Historia wciąga, sprawia, że chce się być częścią życia (mimo iż ogromnie pokręconego) naszych bohaterów i nie opuszczać go aż do ostatniej kropki.


Martynie bardzo dziękuję za tę historię.
Z przyjemnością sięgnę po kolejny tom.


Ogólna ocena - 5/6. :)
POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.


Pozdrawiam, Iza.


Komentarze

  1. Bardzo ciekawa recenzja. Przeczytam tę książkę. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Co jakiś czas trafiam na okładki książek Martyny senator i mam coraz większą chęć zapoznać się z jej twórczością. Twoja recenzja tylko podsyciła moją ciekawość.

    Akcja jednej z części toczy się w Krakowie - w moim ukochanym mieście.
    W powieści pojawiają się piękne teksty piosenek, niosące wartościowe przesłania.

    Powyższe argumenty przekonują mnie do sięgnięcia po tę powieść. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pozostaje Ci nic innego jak tylko przeczytać. :D

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

„GPS Szczęścia, czyli jak wydostać się z Czarnej D.” - Magdalena Witkiewicz, Marzena Grochowska.

„Dom Węży” - Mateusz Lemberg.

„Pani Henryka i morderstwo w pensjonacie” - Katarzyna Gurnard.