„Żniwiarz. Pusta noc” - Paulina Hendel.

Drogi Czytelniku...

Słowiańskie demony, wierzenia, przesądy czy rytuały?
Tak, tak i tak.
Bardzo chciałam je poznać.
Paulina Hendel przybliża nam je (oczywiście nie wszystkie) w swojej powieści pod tytułem „Żniwiarz. Pusta noc”.
Powiem Wam, że pozycja ta pozytywnie mnie zaskoczyła i to bardzo.
Macie ochotę bać się choć troszkę? W takim razie zapraszam do lektury.
Jest to pierwszy tom cyklu Żniwiarz.


Wspaniale było przenieść się do świata Magdy, jej rodziców - Emilii i Jakuba, Feliksa, Mateusza, jego kuzyna Aleksa oraz jego rodziców, Piotra, Jadzi, Nadii, Waldemara, Pierwszego, Gauzy, Blanka i innych.


Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.


Po pierwsze, bohaterowie.
Są świetnie wykreowani, interesujący (zwłaszcza Feliks i Magda) i bardzo zróżnicowani. Niczego mi w nich nie brakowało. Autorka wykonała tu kawał dobrej roboty.
Bardzo polubiłam Magdę (bardzo podziwiałam jej wielką odwagę), Feliksa (choć często mnie wkurzał), ciocię Jadzię (kurcze sama chciałabym taką kochaną cioteczkę mieć), Emilię, Jakuba, Nadię, Aleksa, Piotra i Waldemara.
Niestety mogę to powiedzieć tylko o nich...
A może aż o nich? Hmm...

Co do Mateusza... Cóż, nie był zły... Ale mnie za bardzo nie przekonał do siebie.
Za to Pierwszy i Blank...
Nie mogę o ich niestety powiedzieć nic dobrego.


Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to prawdziwy 
rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Akcja wprawdzie nie pędzi jak szalona, lecz w tym przypadku wcale nie musi. Paulina nadrabia to wierzeniami, egzorcystami i najróżniejszymi stworami. Autorka serwuje czytelnikowi emocje i rewelacje garściami, nie żałuje nam ich. Nie brakuje tu zaskakujących zwrotów akcji i problemów, którymi pisarka obarcza nasze persony, zwłaszcza Magdę.

Po trzecie, świat słowiańskich wierzeń i żniwiarzy. Całkowicie się w nim zatraciłam. Autorka zamknęła mnie w nim i nie chce wypuścić nawet po skończonej lekturze.
Przy okazji dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy, przykładowo czym jest tytułowa Pusta noc.
Muszę przyznać, że były chwile, że lekko się wzdrygałam podczas egzorcyzmów (a myślałam, że to nie nastąpi). Dzięki temu wiem na pewno, że sama nigdy za nie się zabiorę, oj nie.


Po czwarte, zakończenie. Jak można serwować taką bombę pod sam koniec, grzecznie pytam jak? Tak się nie robi. Nie wolno zostawiać czytelnika...
To powinno być zabronione.
Tak macie rację, nie zdradzę o co dokładnie chodzi. Zapraszam do lektury. 


Po piąte, styl i język. Książka napisana jest lekkim językiem, przystępnie dla każdego, nie jest przerysowana. To sprawia, że czyta się ją łatwo, szybko i przyjemnie.


Powieść nie jest lekką lekturą do poduszki.

Opowieść pokazuje, że nie wszystko może być takie, jakim nam się wydaje na pierwszy rzut oka oraz, że czasami odwaga to za mało...


Książka praktycznie czyta się sama. Przeczytałam ją dość szybko, nie mogłam się oderwać. Historia bardzo wciąga, sprawia, że chce się być częścią życia (mimo iż bardzo niebezpiecznego) naszych bohaterów i nie opuszczać go aż do ostatniej litery.


Paulinie bardzo dziękuję za tę historię.

Z nieskrywaną przyjemnością sięgnę po kolejny tom. :)

Ogólna ocena - 6/6. :)
POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.


Pozdrawiam, Iza.


ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU CZWARTA STRONA. :)

Komentarze

  1. Twórczość autorki jeszcze przede mną. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Już sama okładka powieści kusi, aby zagłębić się w lekturze.
    Słowiańskie wierzenia, zwyczaje i tradycje, nutka strachu, niepokoju i trwogi? Chyba mnie przekonałaś. ;D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

„GPS Szczęścia, czyli jak wydostać się z Czarnej D.” - Magdalena Witkiewicz, Marzena Grochowska.

„Dom Węży” - Mateusz Lemberg.

„Pani Henryka i morderstwo w pensjonacie” - Katarzyna Gurnard.