„Iskierka nadziei” - Anna Szczęsna. [PRZEDPREMIEROWO]

Drogi Czytelniku...

Wigilia? Tak.
Zima? Na całego.
Problemy? Uhum...
Samotność? Niestety.
Emocje? Cały kalejdoskop.

Rodzinna atmosfera? Będzie.
Sprytne zagrywki? Cóż...
Brzmi interesująco, prawda?

Między innymi właśnie to znajdziemy w najnowszej książce Anny Szczęsnej pod tytułem „Iskierka nadziei”. 
Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, jak zawsze odsyłam do lektury.

Wspaniale było przenieść się do świata małego Tomka, jego mamy Moniki, Anieli, Błażeja, jego córki Magdy, Basi, Pawła i innych.

Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.

Po pierwsze, bohaterowie. Są świetnie wykreowani, bardzo zróżnicowani i interesujący. Tomka, Monikę i Anielę polubiłam od razu. To bardzo ciepłe i życzliwe osoby. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o Błażeju, Basi, Magdzie i Pawle.
Nie napiszę już nic więcej, nie chcę zdradzić za wiele. 


Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Akcja rozkręca się dość szybko, nie zwalnia ani na chwilkę, cały czas coś się dzieje. Autorka serwuje nam emocje ogromnymi porcjami. Nie brakuje tu zaskakujących zwrotów akcji, wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Aniela.

Po trzecie, emocje. Gwarantuję Wam, że ich tu nie zabraknie, oj nie zabraknie, od smutku i gniewu do szczęścia i śmiechu. Leci za to plus dla książki.

Po czwarte, ważne tematy. Są tu poruszane, nie zdradzę jednak o co dokładnie chodzi, chcę by każdy podczas czytania książki sam to odkrył. Oczywiście musi za to zostać przyznany plus i to bardzo duży.

Po piąte, świąteczna atmosfera. Jest tu wyczuwalna niemal na każdym kroku, dałam się jej całkowicie zawładnąć. Daję za to kolejnego, dużego plusa.

Po szóste, zakończenie. Było... cóż nie powiem, że go nie przewidziałam, jednak sądzę, że żadne inne by tu nie pasowało.

Powieść jest lekką lekturą do poduszki.

Opowieść pokazuje, że nawet jeden dobry uczynek wraca do nas z podwójną siłą.

Książka praktycznie czyta się sama. Historia bardzo wciąga, sprawia, że chce się być częścią życia (chociaż bardzo pokręconego) naszych bohaterów i nie opuszczać jej aż do finału. 

Autorce bardzo dziękuję za tę przygodę, na pewno zostanie ze mną na dłużej.


Ogólna ocena - 6/6. :)
POLECAM, POLECAM, POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.


Pozdrawiam, Iza.


ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ WCZEŚNIEJSZEGO PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU KOBIECE. :)


Komentarze

  1. Lubię takie ciepłe historię. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest dopiero połowa listopada, a ja już zaczynam czuć świąteczną atmosferę. Uwielbiam przedświąteczny czas. Człowiek zatrzymuje się na chwilę i uświadamia sobie, że małe cuda dzieją się każdego dnia. W grudniu zamierzam przeczytać choć jedną świąteczną książkę. Może skuszę się na polecaną przez Ciebie powieść? 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, skuś się koniecznie. :)
      Nie pożałujesz. Ta książka naprawdę wprowadza w świąteczny klimat.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

„Z ciszy” - Martyna Senator.

„Strażnik” - Paulina Hendel.