„Diamentowe Cienie” - Anna Sobota.

Drogi Czytelniku...

Młoda, bogata dziewczyna? Obecna.
Niebezpieczny i niepokorny chłopak? Jest.
Silne charaktery? I to nie dwa...
Pozornie poukładane życie? Tak.
Walka? Będzie.
Wyścigi samochodowe? Oj, tak.

Mroczna przeszłość? Pewnie.
Zwątpienie we wpajane od zawsze zasady? Znajdzie się.
Tajemnice? Będą i to na dużą skalę.
Walka? Oczywiście.
Wzajemna pomoc? A jakże...
Zagrożenie życia, niebezpieczeństwa? Wciąż.
Determinacja? Ogromna.
Strach i odwaga? Będą.
Siła? Jasne.
Pragnienia? Uhum...

Między innymi właśnie to znajdziemy w debiutanckiej książce Anny Soboty pod tytułem „Diamentowe serce”. 
Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, jak zawsze odsyłam do lektury, książki oczywiście.


Wspaniale było przenieść się do świata Avery, Deana, Gavina, Ashley, Julie, Chrisa, Masona, Maxa, Mii, Evelyn, Melodie, Williama, Anthonego i innych.
 
Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.


Po pierwsze, bohaterowie. Są dość dobrze wykreowani, zróżnicowani i nawet interesujący. Polubiłam tu wyłącznie Avery oraz Deana.
Niestety nie polubiłam tu jednak nikogo innego. Z innymi było mi zwyczajnie nie po drodze...

Nie napiszę dlaczego.
Nie chcę zdradzać za dużo.

Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to nie jest prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Muszę jednak przyznać, że akcja rozkręca się dość szybko. Później aż do samego końca wcale nie jest spokojniej, a pod koniec... Autorka serwuje nam emocje sporymi porcjami. Trochę brakuje tu zaskakujących zwrotów akcji, lecz nie wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Avery.


Po trzecie, styl. Książka napisana jest lekkim językiem, przystępnym dla każdego. To ułatwia, bardzo uprzyjemnia czytanie i sprawia, że czyta się bardzo szybko (jak dla mnie za szybko, książka mogłaby mieć jeszcze ze sto lub stron i co najmniej ze trzy wątki...). Za to daję plusa, ale i malutkiego minusika.

Po czwarte, zakończenie. Warto, zdecydowanie warto do niego dotrzeć, choć nie było jakoś specjalnie zaskakujące, lecz mi się podobało i cieszę się, że właśnie takie było. Nie chciałabym by było inne... Leci za to następny plus.

Powieść mimo wszystko jest lekką lekturą do poduszki.


Opowieść pokazuje, że nikt nie jest bez skazy.

Książka praktycznie czyta się sama (no może nie w pewnych momentach). Historia nawet wciąga i sprawia, że chce się być częścią życia (chociaż naprawdę pokręconego) naszych bohaterów i nie opuszczać go aż do ostatniej litery. 


Autorce dziękuję za tę przygodę. :) Mimo iż była nieco pokręcona, dość fajnie spędziłam przy niej czas. Niestety muszę przyznać, że czegoś mi w niej przez cały czas brakowało... jakby autorka nie wykorzystała pełnego potencjału tej historii...


Ogólna ocena - 4,5/6. :)
POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.


Pozdrawiam, Iza.


ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU NOVAE RES. :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

„Cenny dług” - Marika Borula.

„Zdradliwi i wierni” - Katarzyna Wiktoria Łuczyńska.

„Perfectly Imperfect” - Klaudia Grubba. [PRZEDPREMIEROWO]