„Na cienkiej tafli uczuć” - Sandra Banaszewska.
Drogi Czytelniku...
Młoda dziewczyna? Obecna.
Niepokorny chłopak? Jest.
Silne charaktery? I to nie dwa...
Pozornie poukładane życie? Tak.
Walka? Będzie.
Sport na lodzie? Oj, tak.
Trudne relacje z rodzicami? Pewnie.
Zwątpienie we własne siły? Znajdzie się.
Tajemnice? Będą i to na dużą skalę.
Walka? Oczywiście.
Wzajemna pomoc? A jakże...
Determinacja? Ogromna.
Strach i odwaga? Będą.
Siła? Jasne.
Pragnienia? Uhum...
Między innymi właśnie to znajdziemy w debiutanckiej książce Sandry Banaszewskiej pod tytułem „Na cienkiej tafli uczuć”.
Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, jak zawsze odsyłam do lektury, książki oczywiście.
Wspaniale było przenieść się do świata Octavii, Vincenta, Mitcha, Willow, Zyona, Archera, Ivana, Marcella, Williama, Mii, Noaha, Oscara, Aurelii, Owena i innych.
Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.
Po pierwsze, bohaterowie. Są dość dobrze wykreowani, zróżnicowani i nawet interesujący. Polubiłam tu wyłącznie Octavię.
Niestety nie polubiłam tu jednak nikogo innego. Z innymi było mi zwyczajnie nie po drodze...
Nie napiszę dlaczego.
Nie chcę zdradzać za dużo.
Tajemnice? Będą i to na dużą skalę.
Walka? Oczywiście.
Wzajemna pomoc? A jakże...
Determinacja? Ogromna.
Strach i odwaga? Będą.
Siła? Jasne.
Pragnienia? Uhum...
Między innymi właśnie to znajdziemy w debiutanckiej książce Sandry Banaszewskiej pod tytułem „Na cienkiej tafli uczuć”.
Jaki osiągnęła efekt? By poznać odpowiedź na to pytanie, jak zawsze odsyłam do lektury, książki oczywiście.
Wspaniale było przenieść się do świata Octavii, Vincenta, Mitcha, Willow, Zyona, Archera, Ivana, Marcella, Williama, Mii, Noaha, Oscara, Aurelii, Owena i innych.
Na pewno zastanawiacie się jakie są moje odczucia po lekturze.
Już odpowiadam.
Po pierwsze, bohaterowie. Są dość dobrze wykreowani, zróżnicowani i nawet interesujący. Polubiłam tu wyłącznie Octavię.
Niestety nie polubiłam tu jednak nikogo innego. Z innymi było mi zwyczajnie nie po drodze...
Nie napiszę dlaczego.
Nie chcę zdradzać za dużo.
Po drugie, fabuła. Nie chcę nikomu zdradzać tu szczegółów, jednak powiem, że to nie jest prawdziwy rollercoaster, przynajmniej dla mnie. Muszę przyznać, że akcja rozkręca się swoim tempem. Później aż do samego końca wcale nie jest spokojniej, a pod koniec... Autorka nie serwuje nam emocji sporymi porcjami. Trochę brakuje tu zaskakujących zwrotów akcji, lecz nie wywoływania w nas skrajnych uczuć i problemów, którymi obarczone są na każdym kroku nasze persony, zwłaszcza Octavia.
Po trzecie, styl. Książka napisana jest lekkim językiem, przystępnym dla każdego. To ułatwia, bardzo uprzyjemnia czytanie i sprawia, że czyta się dość szybko (jak dla mnie zbyt szybko, książka mogłaby mieć jeszcze ze sto lub stron i co najmniej ze trzy wątki...). Za to daję plusa, ale i malutkiego minusika.
Po czwarte, układ. Historię poznajemy z perspektywy Octavii i Vincenta. To tu nawet pasowało. Myślę, że inna narracja by nie pasowała. Daję za to plusika.
Po piąte, zakończenie. Warto, zdecydowanie warto do niego dotrzeć, choć nie było jakoś specjalnie zaskakujące, lecz mi się podobało i cieszę się, że właśnie takie było. Nie chciałabym by było inne... Leci za to następny plus.
Powieść mimo wszystko jest lekką lekturą do poduszki.
Opowieść pokazuje, że czasami wyznaczenie sobie nowych priorytetów jest najlepszym co możemy zrobić dla siebie samej.
Książka praktycznie czyta się sama (no może nie w pewnych momentach). Historia nie do końca mnie wciągnęła, lecz sprawiła, że chciałam być częścią życia (chociaż naprawdę pokręconego) naszych bohaterów i nie opuszczać go aż do ostatniego zdania.
Autorce dziękuję za tę przygodę. :) Mimo iż była nieco pokręcona, dość fajnie spędziłam przy niej czas. Niestety muszę przyznać, że czegoś mi w niej przez cały czas brakowało... jakby autorka nie wykorzystała pełnego potencjału tej historii...
Ogólna ocena - 4,5/6. :)
POLECAM.
Warto po nią sięgnąć.
Pozdrawiam, Iza.
ZA EGZEMPLARZ I MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU NOVAE RES. :)

Komentarze
Prześlij komentarz